Odchodzi od nas pani Basia :(

Ze szczerym żalem pożegnamy w piątek o godz. 10:30 na cmentarzu na Osobowicach naszą koleżankę Barbarę Kowalczyk.

Była nauczycielką, wychowawczynią kilku pokoleń niesłyszących dzieci.
Kochała je i lubiła z nimi pracować. Cieszyła się każdym ich osiągnięciem.
 
Zawsze uśmiechnięta, spokojna i życzliwa, brała pod nieformalną opiekę nas, „nowych” kolegów,
i gdy tylko tego chcieli, służyła im radą i pomocą.
Nie znam osoby, z którą byłaby w konflikcie.
 
Miała własne zdanie i zasady, których się trzymała.
Nie lubiła bylejakości w pracy i w życiu.
Często mówiła do dzieci i do nas: „rób wszystko tak, jak potrafisz najlepiej”.
 
Miała charakterystyczny dla siebie język.
O swoich wychowankach mówiła. „Zdziś”, „Wojtuś”. Chociaż i Zdziś, i Wojtuś przerastali ją o głowę,
a Sabinka czy Martusia pozostawały Sabinkami nawet wtedy, gdy przyprowadzały do szkoły już swoje dzieci.
Gdy opowiadała o swoich rodzicach, zawsze to byli „Mamusia i Tatuś”.
Oburzona, mówiła - No, powiedz mi , jak tak można?! Tak się nie robi, to niesprawiedliwe!
Owszem, była w tym przygana, ale bardziej zdumienie.
W tym jej języku była niezgoda na świństwa i zło tego świata.
 
Gdybym miała powiedzieć, co było dla Basi charakterystyczne, powiedziałabym:
czułość i miłość.
 
Dziękujemy Ci Basiu. Dobrze, że z nami byłaś.
 
Jaga